Cześć wszystkim!
Jako że pisanie idzie mi o wiele lepiej niż wysławianie się, postanowiłam, że założę tego oto bloga w celu zapisywania wszelkich pierdół i przemyśleń dotyczących wszystkiego z czym mam styczność w codziennym życiu. Nie będzie to blog typowo o modzie, kosmetykach i stylu życia beauty guru, bo ze mnie takowa żadna, ale po prostu o rzeczach, które cieszą lub wkurzają (bo takowe także się znajdują) zwykłą siedemnastolatkę, mieszkankę Gdańska, która nienawidzi swojego imienia (jak można nazwać swoje dziecko ośmioliterowym imieniem Dominika?) i lubi stukać w klawisze.Dzisiejszy post jest bardziej organizacyjny, gdyż ostatniego bloga prowadziłam mając lat bodajże dwanaście, a w tamtych czasach jarała mnie jeszcze Hannah Montana i Lady Gaga, więc przez pięć lat życia wiele może się zmienić- nawet Miley Cyrus z niewinnej, "słodkiej blondynki" o dwóch twarzach stała się szokującą ikoną nagości, lecz nie mnie to oceniać.
Wspominałam, że mieszkam w Gdańsku? Tak? To dobrze, bo to właśnie w tym przecudownym mieście znajduje się "Lokah!"- sklep indyjski ze wszystkimi rupieciami i dodatkami jakie można tylko sobie wyobrazić w cenach bardzo przystępnych. O trwałości tych produktów wypowiadać się nie powinnam, ale niektóre rzeczy są tak śliczne, że aż szkoda nie wydać tych pięciu czy sześciu złotych, by zakupić sobie mały drobiazg, który pozwoli rozjaśnić twarz uśmiechem. Niestety owy sklep jest aktualnie w remoncie, ale mam nadzieję, że po ponownym otwarciu znajdę w nim parę cudeniek. Takich jak na przykład naszyjnik-zegarek, który dostałam w zeszłym roku na święta Bożego Narodzenia w ramach klasowych "Mikołajek".
Jest to jeden z moich ulubionych wisiorków prawdopodobnie ze względu na to, że pasuje prawie do wszystkiego, a w szczególności bluzek typu plain i jest trochę w stylu vintage. Jako zdecydowanie jeden z najlepszych prezentów, jaki kiedykolwiek dostałam, zagościł w moim sercu już od pierwszego noszenia i pozostaje w nim już prawie rok.
Jako, że jest to prawdziwy zegarek, tyka przyjemnie odliczając czas i wykorzystuję go jako zabijacz nudy w nużących momentach mojego dnia- po prostu otwieram go i zamykam, naciskając na mały guziczek widoczny u góry. Ze względu na mechanizm zegarowy, nie należy on to najlżejszych wisiorków, ale wynagradza to sposobem prezentowania się.
Chyba jedynym mankamentem jest to, że od czasu, gdy zahaczyłam nim o ławkę i urwałam z łańcuszka, ciągle mi z niego spada, co jest dość uciążliwe i szkoda, że trochę odbiega od tego jaki był kiedyś. Jednak z tego co wiem kosztował tylko 12zł, więc nie można za taką cenę oczekiwać czegoś strasznie trwałego i niezniszczalnego. Samemu zegarkowi też zdarzało się od czasu do czasu najzwyczajniej na świecie "stanąć", ale dla mnie liczyła się bardziej jego prezencja jako naszyjnika i funkcja ozdobnicza niż możliwość sprawdzenia godziny- w czasach smartfonów zwykłe otworzenie takiego zegarka zajmuje nam więcej niż wyciągnięcie telefonu z kieszeni.
Reasumując, jako że jest to jeden z moich ulubionych dodatków nie mogę wydać obiektywnej opinii, nawet jeśli spada mi z łańcuszka, po ówczesnym urwaniu go, pare razy w ciągu dnia. Mimo wszystko uważam, że za taką cenę nie można oczekiwać Bóg wie czego i jest to w gruncie rzeczy mały dodatek, ale cieszy.
Jeśli ktoś z Was mieszka w Gdańsku i kupował coś kiedykolwiek w Lokah, czy ma po prostu podobny zegarek to może pochwalić się w komentarzu, może nawet załączyć zdjęcię ;) Chętnie przejrzę, gdyż podejrzewam, że nieunikniona będzie wymiana naszyjnika z biegiem czasu :(
Trzymajcie się ciepło, komentujcie, obserwujcie i piszcie!
Dominika
Dziękuję bardzo, miło mi słyszeć.:)
OdpowiedzUsuńsuper zegarek! Uwielbiam takie.
zapraszam do obserwowania:)